Ostatnie tygodnie to dla pochodzącego z Dębicy Pawła Bochniewicza mnóstwo dobrych informacji. Wczoraj po raz pierwszy otrzymał powołanie do dorosłej reprezentacji narodowej, w niedzielę rozpoczął nowy sezon PKO BP Ekstraklasy od zwycięstwa, a do tego został kapitanem Górnika Zabrze. 

Pierwsze kroki piłkarskie stawiał w Wisłoce Dębica, ale później wyruszył dalej, by najpierw reprezentować Stal Mielec, a w kolejnych latach hiszpańskie i włoskie kluby – Regginę, Udinese Calcio czy Granadę B. W 2018 roku został jednak wypożyczony do Górnika Zabrze, do którego później przeszedł definitywnie. I tak w klubie, który kibice dębickiej Wisłoki znają bardzo dobrze, spędza już kolejny rok. 

Rok wyjątkowy z kilku powodów. 

Po pierwsze: Został kapitanem zespołu. Do tej myśli mógł się przyzwyczajać w poprzednim sezonie, kiedy to pełnił rolę trzeciego kapitana i od czasu do czasu zakładał opaskę, ale teraz wszedł w zupełnie inną rolę. – To na pewno wielka duma i satysfakcja, ale też duża odpowiedzialność, bo kapitan musi ciągnąć zespół, pokazywać coś więcej i starać się wyciągać drużynę z tych słabszych momentów – mówi Bochniewicz w rozmowie z DebicaInfo.pl.

Po drugie: Dobrze rozpoczął nowy sezon PKO BP Ekstraklasy. Górnik na własnym stadionie podejmował Podbeskidzie Bielsko-Biała i już po pierwszej połowie wygrywał 3:0. W drugiej części spotkania pojawiły się małe problemy, ale ostatecznie gospodarze zwyciężyli 4:2 po trzech trafieniach Jesúsa Jiméneza i jednym Piotra Krawczyka.

Przez pierwsze 50-60 minut graliśmy bardzo dobrą piłkę. Zdominowaliśmy Podbeskidzie i pokazywał to też wynik – mówi kapitan Górnika. – Później chyba złapaliśmy zadyszkę, bo graliśmy dość wysoko. To normalne, że po tak intensywnym meczu musi przyjść dołek fizyczny i taki przyszedł. Podbeskidzie to wykorzystało, ale na szczęście mieliśmy w dobrej formie Jesúsa, który przesądził o tym, że wygraliśmy. A wygraliśmy zasłużenie.

Chciałoby się powiedzieć: dobry złego początek. Złego jednak z perspektywy klubu, gdyż dla Pawła Bochniewicza będzie to prawdopodobnie ostatni sezon w barwach Górnika. – Na 90% nie podpiszemy nowego kontraktu, ale to jest normalne. Chciałbym spróbować czegoś innego – mówi. 

Chciałby znów zagrać w Hiszpanii lub we Włoszech. Jednocześnie przyznaje, że mimo kończącego się kontraktu, da z siebie wszystko, by przedstawić lepszą wersję nie tylko samego siebie, ale i całej drużyny. – Przy jednym wzmocnieniu i młodym chłopaku, który wystrzeli, jesteśmy w stanie zrobić coś fajnego – dodaje. 

Choć to powoli kończąca się przygoda, to obecność Bochniewicza w Zabrzu jest ważnym etapem jego kariery. Trafił przecież do klubu, z którym przyjaźni się Wisłoka. Dzięki temu jeszcze lepiej został przyjęty przez miejscowych kibiców, których wsparcie na trybunach słychać nawet przy ograniczonych możliwościach w czasach koronawirusa. Niedzielny spotkanie z Podbeskidziem z trybun oglądało ponad 7000 osób, a wydawało się, jakby stadion był wypełniony. W normalnych okolicznościach Paweł Bochniewicz spotyka tam także gości z Dębicy. – Teraz po meczach nie możemy podchodzić do kibiców, ale w normalnych warunkach zbijamy z nimi piątki i praktycznie na każdym spotkaniu jest ktoś z Dębicy czy spośród fanów Wisłoki – przyznaje. – Mówią wtedy, że przyjechali na mecz, żeby mnie zobaczyć. To fajne uczucie. 

Ta miłość jest obustronna, bo obrońca Górnika bardzo często powtarza skąd pochodzi i jak ważna jest dla niego Wisłoka. – Pewnie grałem w lepszych drużynach, ale Wisłoka zawsze będzie dla mnie klubem najważniejszym – mówi. – Darzę ją wielkim sentymentem i zawsze będą się z nią identyfikował, a także ją wspierał.

Po trzecie: Teraz Wisłoka Dębica doczekała się reprezentanta kraju, bo Bochniewicz po raz pierwszy w swojej karierze został powołany do dorosłej kadry. Wcześniej występował w drużynach młodzieżowych i był ich ważną postacią. W niedzielę rozpocznie jednak zgrupowanie pod okiem Jerzego Brzęczka. – Bardzo się z tego cieszę, bo to cel każdego zawodnika grającego profesjonalnie w piłkę nożną – komentuje. 

Wiem, że będzie wymagało to bardzo dużo pracy i utrzymania wysokiej formy przez cały sezon, ale cel jest prosty – chcę zostać w tej reprezentacji na dłużej. Dam z siebie wszystko, by tak się stało – dodaje. 

W kadrze będzie na niego czekał inny obrońca z Dębicy – Artur Jędrzejczyk, który z zespołem narodowym pojawiał się już na najważniejszych imprezach. Nie będzie to jednak pierwszy kontakt zawodników Górnika i Legii. Wcześniej spotykali się na boiskach ekstraklasy, a pochodzenie z jednego miasta ułatwiło nawiązanie relacji. Nie ma tu znaczenia przywiązanie do innych barw. – Nie ma żadnego problemu między nami, że ja jestem z Wisłoki, a on z Igloopolu – przyznaje Bochniewicz. – On zdaje sobie sprawę, że jest z tej gorszej strony <śmiech>

Teraz obaj będą mieli wspólny cel – zwycięstwa reprezentacji Polski w meczach Ligi Europy UEFA. Najpierw 4 września czeka ich mecz z Holandią, a 7 września z Bośnią i Hercegowiną. 

Fot. Górnik Zabrze

Udostępnij
Polub nas na Facebooku

Pksiazek

administrator

Redaktor naczelny

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.