Michał Surdej robił w życiu różne rzeczy. Ostatnio pracował jako saunamistrz, ale z tym zawodem, choć nie całkowicie, pożegnał się w ubiegły weekend. Teraz w końcu trafił w miejsce, o którym marzył. Został trenerem gimnastyki. Jak wyglądała droga do tego miejsca?

Trzeba cofnąć się o kilka lat, gdy jeszcze jako nastolatek zaczął interesować się gimnastyką. – Pochodzę z Dębicy, w której początkowo moja styczność z gimnastyką była zerowa – mówi Michał. – W mieście nie ma odpowiedniej sali, więc zacząłem oglądać filmiki na YouTube.

Do tej dyscypliny doprowadziła go pasja do sportów siłowych, która pojawiła się w wieku licealnym. Michał Surdej był jedną z osób, które starały się o utworzenie parku do street workoutu w Dębicy. Razem z kolegami zbierali podpisy, wnioskowali do Rady Miejskiej i w końcu grupa dopięła swego, bo miejsce to powstało, później zostało jeszcze rozbudowane i do dziś widać tam osoby w różnym wieku, które ćwiczą na drążkach. 

W mieście stoi sporo rzeczy, z których nikt nie korzysta – przyznaje 24-latek. – Uważam, że drążki mają wartość nie tylko wizualną, bo ładnie wyglądają w tym parku, ale ludzie faktycznie z nich korzystają.

W okresie letnio-jesiennym każdego dnia można tam kogoś spotkać – dodaje. 

I tam wszystko się zaczęło, ale później pasję do sportu Michał kontynuował w Krakowie. Wyjechał tam studiować fizjoterapię, przy okazji łapiąc różne dorywcze prace. Był między innymi sekretarką kucharzem, barmanem. Pracował, bo musiał z czegoś żyć. Nie sprawiało mu to jednak wielkiej frajdy, by chciał tam pozostać na dłużej. W ostatniej pracy spędził jednak rok. Był saunamistrzem w Termach Krakowskich.

Z tym etapem życia pożegnał się w ubiegły weekend na tzw. Sauna Cupie, na którym zajął dziewiąte miejsce. Oglądali go już nie tylko klienci, ale i specjalne jury, które oceniało pokaz pod kątem wizualnym, zapachowym, ale też technicznym. To swego rodzaju sztuka, którą można porównać chociażby do jazdy na łyżwach. Jury patrzy na te występy pod podobnym kątem.

Dla Michała były to jednak pierwsze, ale i pewnie ostatnie zawody w tej roli. Wraz z początkiem września trafił w końcu do miejsca, na które czekał od dawna. Został trenerem gimnastyki. Wymagało to sporo lat poświęceń, pracy w różnych zawodach, a finalnie także zmiany miejsca zamieszkania. 

We wrześniu rozpoczęła się nowa przygoda jego życia. Po tym, jak spędzał czas w sekcji gimnastycznej na studiach, pracował z ćwiczącymi rekreacyjnie dziećmi, w końcu znalazł pełnoetatową pracę w roli trenera. – Podążałem za marzeniami, za pasją. Chciałem pracować w tym zawodzie i tak trafiłem do Katowic – przyznaje. 

Sam już w zawodach nie wystartuje, bo gimnastykę zaczął uprawiać zbyt późno i jak sam przyznaje – nawet jakby się uparł, byłby po prostu średniakiem. Może jednak trenować osoby, które walczą w zawodach o medale. Na razie zaczyna od zajęć podstawowych z dzieciakami, ale później cel ma jasny – pracować z tymi, którzy walczą o medale. 

Bo przecież na marzenia nigdy nie jest za późno, prawda?

Tym bardziej, kiedy na pasję przeznacza się większość swojego czasu. – Gimnastyka to 98% mojego życia. Jak nie pracuję, to sam trenuję – dodaje na koniec Michał Surdej. 

Fot. Ryszard Rak

Udostępnij
Polub nas na Facebooku

Pksiazek

administrator

Redaktor naczelny

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.