Ubiegły rok trudno zaliczyć do udanych. W wyniku pandemii wiele inwestycji nie mogło zostać zrealizowanych. Jak w tej trudnej sytuacji poradziła sobie gmina Brzostek? Jakie inwestycje udało się zrealizować, a które uniemożliwiła pandemia? Co w gminie Brzostek jest najważniejszego do zrobienia, a nad czym trwają już prace? Czego możemy się spodziewać w tym roku? O inwestycjach zrealizowanych, nieudanych planach i pomysłach na bieżący rok odpowiedział nam burmistrz Brzostku – Wojciech Staniszewski.

Jakie według Pana były najważniejsze inwestycje i działania w ubiegłym roku?

Ubiegły rok był dość szczególny z powodów oczywistych. Pierwsza jego część była wykluczona z wszelkich nowych inwestycji. Z powodu pandemii nie mogliśmy w zasadzie nic robić. Udało się jedynie zrealizować wcześniej zaplanowane działania. Były to remonty dróg na ulicach Jałowego i Furgalskiego w Brzostku, zrealizowane przy pomocy środków Funduszu Dróg Samorządowych, podobnie jak droga z Grudnej Dolnej do Głobikówki. Ze środków gminy została przebudowana droga w Grudnej Górnej na tzw. Kujawy. Ukończony został także remont cmentarza w Bukowej. Było to bardzo trudne przedsięwzięcie, ponieważ z powodu braku dojazdu trzeba było przenosić sprzęt. Generalnie koncentrowaliśmy się na drogach. Ubiegły rok trudno zaliczyć do udanych, ponieważ wiele inwestycji zostało zatrzymanych, no ale na pewne rzeczy nic nie poradzimy.

Wspomniał Pan o obecnej sytuacji. Jak gmina radzi sobie z pandemią w swoim obszarze i w jaki sposób zapobiegania szkodom, które mógł przynieść koronawirus?
Przede wszystkim stosowaliśmy się do zaleceń głównego inspektora sanitarnego i do wszelkiego rodzaju wskazań ministerialnych. Początek roku był wielką niewiadomą i działania, które podejmowaliśmy były w sporej części błądzeniem we mgle. Druga połowa roku była już zupełnie inna, ponieważ dużo więcej wiedzieliśmy o chorobie i sposobie jej przenoszenia. W listopadzie dość mocno doświadczyliśmy jej na naszym terenie. Mieszkańcy mieli okazję na własne oczy zobaczyć, jak niebezpieczny jest to wirus, ponieważ nagle w naszej gminie stał się dość powszechny. Chciałbym podkreślić, że listopad to całkowite zamarcie wszelkich ruchów antycovidowych i różnych teorii spiskowych w naszej gminie, co wynika z faktu, że praktycznie wszyscy doświadczyli go albo na własnej skórze, albo u najbliższych osób. Teraz zauważam takie prawidło, że im dalej odsuwamy się od tego czasu, tym szybciej wracają „upiory”, teraz bardziej związane ze szczepieniami, które właśnie się rozpoczynają, a które moim zdaniem mogą problem rozwiązać. Absolutnie podzielam opinię autorytetów medycznych z zakresu epidemiologii i wirusologii, że tylko przez szczepienia możemy zakończyć problem pandemii, dlatego też podjęliśmy wspólną decyzję z przewodniczącym rady miejskiej panem Sasem oraz z radnym powiatowym panem Wójcikiem, że zaszczepimy się w pierwszej możliwej kolejności po to, by zachęcić wszystkich innych. Rozumiemy obawy, to że ludzie się niepokoją, ale musimy podjąć walkę.

Wracając do inwestycji, czy oprócz imprez masowych pandemia uniemożliwiła jakieś działania planowane na ubiegły rok?

W zasadzie mogę powiedzieć, że zdążyliśmy ze wszystkim, co też wiązało się z bardzo trudnym końcem roku, grudniem, w którym inwestycje wykonywaliśmy rzutem na taśmę. Główne zamierzenia zostały wykonane. Funkcjonowanie gminy polega na tym, że zawsze pojawiają się w trakcie roku nowe możliwości, nowe pieniądze skutkiem czego rozmach inwestycyjny jest większy. Przez pandemię te możliwości się nie pojawiły, ponieważ życie praktycznie nie funkcjonowało. W stosunku do tego, na co się przygotowywaliśmy, rok zakończył się całkiem przyzwoicie. Myślę, że nikt z nas w maju nie marzył o tym, że końcówka roku może tak wyglądać. Żadne imprezy masowe oczywiście się nie odbyły, począwszy od dożynek. Bardzo żałuję, bo na kwiecień planowaliśmy fantastyczną imprezę związaną z Wielkanocą i jarmarkiem wielkanocnym. Mięliśmy porozumienie z Muzeum Pisanki w Kołomyi. Dwie osoby z tego muzeum miały przyjechać i przeprowadzić warsztaty w szkołach w Przeczycy i w Brzostku. W czasach przedwojennych w każdym domu była palma z Wilna i jajka z Kołomyi. Bardzo nam na tym zależało, mieliśmy wszystko ustalone, ale niestety z powodu pandemii musieliśmy warsztaty odwołać. Mam nadzieję, że w tym roku los będzie dla nas szczęśliwszy i zdążymy do Wielkanocy taką imprezę zorganizować.

A skoro już o bieżącym roku, co jest najważniejszego do zrobienia w tym roku, który, mamy nadzieję, będzie lepszy niż poprzedni?

Przygotowaliśmy projekt budżetu, w którym nie ma tych inwestycji, które są dla nas najważniejsze, ponieważ czekamy na wynik naboru na Fundusz Dróg Samorządowych ze strony powiatu dębickiego, który złożył dwa wnioski. Pierwszy to wniosek na budowę chodników przy ul. Słonecznej i przez Nawsie Brzosteckie. Drugi, który z punktu widzenia gminy jest dla nas najważniejszy, to przebudowa drogi Wola Brzostecka – Smarżowa. Jest to ogromna inwestycja i liczymy na to, że uda nam się uzyskać dofinansowanie oraz wspólnie z powiatem zgromadzić pozostałe środki na przeprowadzenie remontu. Wynik naboru na FDS będzie wyznacznikiem tego, jakie inwestycje zostaną zrealizowane. Budżet jest tak przygotowany, żebyśmy mogli skorzystać z możliwości zaciągnięcia kredytu na nasz wkład własny. To są dwie najważniejsze inwestycje na bieżący rok, które chcemy zrealizować wspólnie z powiatem.

Jako gmina złożyliśmy wniosek na dofinansowanie budowy drogi poprzez przedłużenie ul. Gryglewskiego przez „Kamieniec” na stadion znajdujący się na ul. Okrągłej, ponieważ obecny dojazd nie służy popularyzacji tego miejsca. Chcielibyśmy również przeprowadzić remont odcinka drogi w Kamienicy na „Granicach”. Obiecywałem go mieszkańcom już wcześniej, jednak sytuacja nie składała nam się najlepiej, ponieważ najpierw nie było środków na inwestycje powodziowe, a później nie otrzymaliśmy dofinansowania z FDS-u. Liczymy na to, że projekt przebudowy, który przygotowaliśmy, spowoduje, że uda nam się uzyskać dofinansowanie. Liczymy również na środki, które chcemy uzyskać na stabilizację części osuwiska, na którym umiejscowiona jest wspomniana droga. Ciągle koncentrujemy się na drogach, ponieważ mamy bardzo specyficzną sytuację, mianowicie posiadamy 180 km dróg gminnych i wewnętrznych. Dla porównania to tak jakbyśmy ułożyli drogę z Brzostku do Katowic, a co za tym idzie mamy sporo remontów. Problem polega także na tym, że jesteśmy w okresie zmiany charakteru miejscowości i drogi, które pierwotnie były budowane „pod konia”, czy ewentualnie traktor “trzydziestkę” albo malucha, teraz muszą służyć jako drogi pod dużo cięższy sprzęt rolniczy oraz pod lepsze i cięższe samochody. Obecnie drogi budujemy na takiej zasadzie, że podbudowa jest o wiele mocniejsza, dzięki czemu droga ma perspektywę znacznie dłuższą, niż te, które były budowane do tej pory. Wynika z tego cała masa pracy i remontów bieżących.

Inną kwestią jest wodociągowanie gminy. Od dwóch lat pracujemy nad projektami. Mamy nadzieję, że na koniec kadencji uda nam się już pierwsze etapy domykać. Jest to ogromna inwestycja, ponieważ mówimy o wielomilionowej sumie. W tamtym tygodniu biuro przygotowujące projekt podało kwotę 10 mln zł za budowę pierścienia. Pokazuje to skalę problemu, jaki mamy, a którym jest zwodociągowanie całej północnej część gminy. W tej chwili nad tym projektem cały czas czynimy pracę. Uzyskaliśmy również środki na wodociąg w Bukowej i tam pracę będą się posuwać. Przygotowujemy też projekt wodociągowania Skurowej i Przeczycy.

Skoro już mówi Pan o drogach – duża inwestycja, o której często można przeczytać u Pana na profilu Facebookowym, mianowicie obwodnica Brzostku. Kiedy możemy spodziewać się początku prac i na jakim etapie jest inwestycja?

Dokładamy wszelkich starań, żeby ta obwodnica powstała. Był moment, w którym staliśmy się dla powodzenia całej tej sprawy kluczową gminą ze względu na przebieg tej drogi, ponieważ w pierwotnych planach zakładano, że będzie ona biegła przed Brzostkiem w prawo do Wisłoki i w Kleciach połączy się z drogą DK73. Ogromnym staraniem starosty jasielskiego i mojego zastępcy, pana Adama Kostrząba udało się wypracować taką formułę, która by pozwoliła, aby obwodnica przebiegała doliną Wisłoki. Wymagało to ze strony Gminy Brzostek pewnej deklaracji, którą myśmy poczynili, w zakresie przejęcia części dróg serwisowych, które będą niezbędne do jej funkcjonowania w przyszłości. Jesteśmy dość istotnym ogniwem w przygotowaniu dokumentacji, a konkretnie decyzji środowiskowej, bo na nią czekamy. Dopiero ona określi, na jakim poziomie będą wydatki i dopiero wtedy będziemy mogli mówić o jakichś terminach. Myślę, że nigdy do tej pory gmina nie była tak blisko zrealizowania tej inwestycji. O obwodnicy Brzostku mówi się już od wielu lat, a w moim przekonaniu teraz jesteśmy najbliżej. Liczę na to, że uda się pozyskać decyzję środowiskową, która określi dokładny przebieg drogi, a wtedy przeprowadzi się realny kosztorys i będzie wiadomo, o jakich pieniądzach mówimy. Mogę jeszcze dodać, że jesteśmy tym szczególnie zainteresowani w związku z faktem, że kilkanaście hektarów gruntu, który jest nad Wisłoką, a który stanowi własność gminy daje możliwość realizacji bardzo poważnych i bardzo istotnych dla miasta elementów biznesowych polegających na tym, że moglibyśmy tu myśleć o jakiejś formie strefy przy tej nowej drodze. Myślę, że w ciągu najbliższych 3,4 lat zajdą już daleko idące zmiany jeśli chodzi o budowę.

Na Pana Facebooku pojawiła się także informacja, że w XVI edycji rankingu samorządów Gmina Brzostek zajęła 392. miejsce. Co Pan uważa o tym wyniku i w jaki sposób można go poprawić?

Mam dystans do wszelkiego rodzaju rankingów, bo one nie do końca odzwierciedlają realną sytuację gminy. Natomiast to, co się powtarza we wszystkich rankingach to jedna rzecz – tzw. dochody własne, są to wpływy z podatków i innych elementów. To niestety przekłada się na wysokość wielu dotacji rządowych, bowiem jeśli gmina decyduje się na ulgi dla obywateli oznacza, że ma większy poziom zamożności, natomiast faktycznie pozyskujemy naprawdę spore środki, jeżeli chodzi o inwestycje. Gmina się w ostatnich latach bardzo zmieniła, natomiast rankingi, które biorą pod uwagę wielowymiarowość gmin, często spłaszczają faktyczny obraz.

Spotykam się z sytuacjami nie do końca dla mnie zrozumiałymi. Ostatnio mieliśmy u nas ciekawą dyskusję wokół podatku rolnego, dzięki któremu mogliśmy zwiększyć wpływy bezpośrednio do sołectw. W naszej gminie podatek rolny, leśny i z działalności gospodarczej prowadzonej w lokalach będących we własności mienia komunalnego pozostawiamy w poszczególnych wsiach do dyspozycji rad sołeckich. Na niektórych zebraniach wiejskich uczestnicy mówili prosto – żeby podnieść te stawki, dzięki czemu więcej pieniędzy pozostałoby w sołectwach na drobne inwestycje, bo tutaj mówimy o kwocie ok. 10 zł rocznie z 1 hektara, a nawet mniejszej. Nie są to wielkie kwoty, natomiast dość istotne z punktu widzenia sołectw i muszę z żalem powiedzieć, że przygotowując uchwałę budżetową nawet mieliśmy zgodę w radzie w jakim wymiarze ten podatek będziemy naliczać. Niestety populizm ma jednak to do siebie, że drobna kwota i zupełnie nieistotna przy np. obecnych kwotach śmieci, które są astronomiczne, tutaj, gdzie można było tym lokalnym społecznościom troszeczkę grosza przysporzyć, zostało na sesji rady miejskiej utrącone. Dla mnie to był czysty populizm, bo budowanie takich oszczędności jest mało przemyślanym rozwiązaniem w naszej sytuacji. W ten sposób nie zwiększyliśmy możliwości inwestycyjnych sołectw.

Skoro wspomniał Pan o radzie, chciałbym zapytać, jak z Pana perspektywy wygląda współpraca w samorządzie gminy? Często pojawiają się wypowiedzi, w których różne osoby kolokwialnie mówiąc „narzekają” na duże trudności ze współpracą.

Mądrą rzecz ktoś kiedyś powiedział, że nigdy nie jest tak dobrze, żeby nie mogło być lepiej i nigdy nie jest tak źle, żeby nie mogło być gorzej. Przekładając tę miarę do rady miejskiej, o wiele cięższa współpraca była w tamtej kadencji. Z powodów mi zupełnie nieznanych obcinano wszystko, co tylko można było. Dzisiaj, z perspektywy czasu, jeżeli popatrzymy np. na ulicę Legionów, którą udało mi się w ciężkim boju przeforsować, to trudno sobie wyobrazić dzisiaj Brzostek bez tej drogi. Musiałem jednak stoczyć “bój życia” w radzie i przypominam, że stosunkiem głosów ledwo 8:7 przeforsowałem ten projekt, choć w sprawie jego wstrzymania apelowała do mnie nawet premier Szydło. Zresztą cała tamta kadencja upłynęła na dyskusjach, z którymi było mi ciężko, miałem absolutna pewność, że jakieś rozwiązanie ma sens i będzie służyć mieszkańcom, a był ogromny opór, żeby tego nie robić i takim przykładem jest np. droga pod Orlikiem w Brzostku.

Jeżeli chodzi o obecną kadencję rady miejskiej, powiem szczerze, że ta współpraca jest zdecydowanie łatwiejsza, chociaż w pewnych kwestiach nie znajdujemy wspólnego języka. Ja rozumiem rozbieżności i dyskusje, bo rada miejska jest po to, żeby dyskutować i rozmawiać, natomiast ja nie lubię i nie znoszę populizmu. Nie jestem z tych, którzy z sernikiem biegają po gminie i rozdają wszystkim na prawo i lewo, słodycze i ciasteczka – „kochajcie mnie, bo jestem wspaniały”. Jestem człowiekiem dość prostolinijnym i nie ukrywam swoich poglądów na wiele rzeczy, dlatego moim zdaniem jestem dla mieszkańców czytelny i jasny. Nie ukrywam niczego i jestem człowiekiem otwartym, dla którego najważniejsza jest gmina jako całość . Nie lubię sytuacji takich, w których ktoś swoją prawdziwą twarz przykrywa szlachetnymi gestami.

Co do współpracy w bieżącej kadencji to jest dobra i wynika także z tego faktu, że jak to kolokwialnie się mówi mam „większość” w radzie. Czasem jednak muszę także z radnymi, którzy mnie popierają, prowadzić ciężkie dyskusje, ponieważ każdy z nich jest przedstawicielem swojego regionu, swojego obwodu wyborczego i chce dla niego jak najlepiej. Nigdy nie ma takiej sytuacji, żeby ktoś powiedział, że on już jest usatysfakcjonowany. Każda kolejna inwestycja nakręca nową spiralę oczekiwań. Do tej pory udaje nam się wszystkim dzielić tak, że ta współpraca jest generalnie dobra ze znakomitą większością radnych. Jest jednak niewielka część, z którą współpraca jest bardzo trudna, bo są tacy radni, którzy u mnie przez ostatnie 2 lata w urzędzie byli raz, czy dwa. Tak się nie da właściwie służyć miejscu, w którym zostało się na radnego wybranym. Mam dla odmiany radnych takich, którzy są u mnie nawet co drugi dzień i ciągle przypominają, że jeszcze „to i tamto” jest do zrobienia, co także jest pewnym – ale miłym – kłopotem.. W stosunku do sytuacji, jaka jest teraz na terenie powiatu, czy w skali kraju to nic szczególnego u nas w relacji burmistrz – rada się nie dzieje. Natomiast bardzo cenię sobie współpracę z przewodniczącym Rady Miejskiej panem Marcinem Sasem. To jest samorządowiec absolutnie niezależny, doświadczony w obszarze biznesowym, ceniący sobie własne zdanie i jego opinie w wielu kwestiach są dla mnie niezwykle cenne.

Przeglądając dokumenty na stronie gminy, m.in. Strategię Rozwoju czy Program Rewitalizacji nietrudno jest zauważyć, że w opinii mieszkańców dużym problem jest brak możliwości znalezienia pracy na terenie gminy. Czy w celu poprawienia tej sytuacji zostały poczynione jakieś kroki i jakie zostaną poczynione w następnym czasie?

Ten problem, jakim są inwestycje zewnętrzne, to nie tylko kłopot naszej gminy, ale 99% polskich małych samorządów. Parę podmiotów otworzyło u nas swoją działalność, głównie w obszarze handlowym, a co za tym idzie, powstało trochę nowych miejsc pracy, natomiast proszę pamiętać o jednej rzeczy, że gmina i urząd nie może odpowiadać za to, czy podmioty otwierają swoją działalność, czy nie. Natomiast zadaniem gminy jest tworzenie odpowiedniej infrastruktury, która zachęci do inwestowania. Tak jak mówiłem – mamy plany polegające na tym, że przygotujemy strefę inwestycyjną przy nowej obwodnicy i mamy nadzieję, że to zainteresuje przedsiębiorców. Jako burmistrz nie mogę dać takiej gwarancji, jednak wydaje się, że strefa tak zlokalizowana powinna być dla nich odpowiednim magnesem, ale czy będzie? – no to jest pytanie. Żeby inwestycje zewnętrzne się u nas realizowały muszą być spełnione odpowiednie czynniki, przede wszystkim jest to kwestia komunikacji, a tutaj mamy ogromny problem, ponieważ droga DK73 jest, jaka jest, jest to droga zatłoczona, w tej chwili zupełnie nieinwestycyjna. Poprawa jej jakości i standardu powinna zatem sprzyjać naszym planom.

Wracając do współczesności trzeba jednak powiedzieć, że gmina bardzo się zmieniła. Kiedyś otwarcie drobnego sklepu urastało do roli wielkiego wydarzenia, a teraz otwierają się duże podmioty handlowe i na nikim nie robi to wrażenia. Rozwijają się też nasze miejscowe firmy, a ul.Szkotnia już teraz zaczyna się zapełniać kolejnymi inwestorami. Są to podmioty, w których wiele osób znalazło pracę. Bądźmy też uczciwi, dla części mieszkańców naszej gminy my nigdy nie będziemy miejscem atrakcyjnym do pracy, dlatego, że są to osoby, które kończą dość specjalistyczne kierunki uniwersyteckie, techniczne, bądź finansowe, więc ich przyszłość z mocy samego charakteru wykształcenia będzie związana z dużymi ośrodkami miejskimi, bo pewne inwestycje wyłącznie tam funkcjonują. Popatrzmy nawet na Brzostek jeśli chodzi o sferę zatrudnienia – najwięcej osób pracuje w Dębicy, chociażby w Firmie Oponiarskiej. Nie ma możliwości, abyśmy byli w stanie na tym etapie, na którym w tej chwili jesteśmy mieć inwestora o takich gabarytach na terenie gminy. Wie Pan, chciałbym, żeby Brzostek był chociażby Kobierzycami pod Wrocławiem, ale niestety nie mamy takiej sytuacji.

Czy poza wspomnianymi inwestycjami, głównie drogowymi, planowane są działania w stronę rozwoju kulturalnego i rekreacyjno-turystycznego?

Tak, proszę zwrócić uwagę, że poczyniliśmy dość duże remonty na stadionie przy ul. Okrągłej i staramy się dalej w dalszej perspektywie pozyskać środki na tartan, aby zastąpić nim bieżnię żużlową i stworzyć ośrodek wypoczynkowo-rekreacyjny, ponieważ pragnę przypomnieć, że mamy tam hotelik na 20-kilka miejsc. Kończymy projekt lodowiska w Brzostku, jest to daleko zaawansowany temat i będziemy starać się pozyskać środki z Ministerstwa Sportu, żebyśmy tę inwestycję mogli doprowadzić do końca, niestety raczej nie w tym roku. Chcemy infrastrukturę sportowo-rekreacyjną na terenie gminy jeszcze bardziej poprawić. Jeżeli chodzi o działalność kulturalną, to obecny rok na pewno przyniesie spore zmiany. Jeśli chodzi o rok poprzedni to przede wszystkim musimy patrzeć na jedną kwestię – związaną z pandemią. Gdyby była taka sytuacja, o jakiej się mówi, że z początkiem lata mamy mieć temat zakończony, to zostaje pół roku na to, żeby wiele fajnych imprez zorganizować, natomiast jeśli będzie inaczej no to siłą rzeczy będziemy zmuszeni doliczyć ten rok do elementu czasu straconego, chociaż nowy kierownik Centrum Kultury i Czytelnictwa Daniel Wójcik zakłada w swoim planie także i aktywność internetową placówki.

Czyli nadal wszystko zależy od pandemii

Żyjemy w trudnej rzeczywistości i możemy się z nią zgadzać, lub nie. Ale musimy przyjąć fakty. Trudno jest organizować duże eventy, gdy może to grozić poważnymi konsekwencjami zdrowotnymi dla uczestników i konsekwencjami prawnymi dla samorządu. Każde pokolenie ma jakiś trudny czas, który musi przeżyć, na nas spadła sprawa pandemii. Ludzkość co jakiś czas jest zaskakiwana i ludzie są poddawani pewnym próbom, w których się ludzie nie rozkoszują, których nie oczekują, a które trzeba przyjąć do wiadomości, że są. Miejmy nadzieję, że w połowie roku będziemy mogli mówić o koronawirusie jak o pewnej historii.

Na koniec chciałbym prosić o odniesienie się do dwóch wypowiedzi mieszkańców gminy pod postami na Pańskim Facebooku. Pierwsza odnosi się do Domu Ludowego w Przeczycy. Użytkownik pyta, jaki jest sens inwestycji w dom ludowy, czy kilka wesel w roku może zwrócić koszty utrzymania takiego budynku, czy warto jest działać i remontować takie ośrodki, gdzie nie przekłada się to do rozwoju gminy, a inwestycja się nie zwraca?

Nie podzielam takich opinii. Przede wszystkim należy pamiętać, że z tym projektem zwróciła się do mnie rada sołecka. Wiadomo, że każdą złotówkę należy oglądać z każdej strony i podejmować działania, które są z korzyścią dla mieszkańców, natomiast są też takie działania, które są niezbędne. Akurat tę opinię uważam za krzywdzącą, ponieważ Przeczyca jest miejscem ważnym dla gminy z punktu widzenia, chociażby sanktuarium Matki Boskiej. Przypominam, że jeszcze kilka lat temu na uroczystości spóźnił się biskup, który nie mógł dojechać, ponieważ wszystko było zablokowane. Ten przykład najlepiej ilustruje błędność takiej teorii. Uważam, że mieszkańcy, zgodnie zresztą z przepisami, muszą mieć miejsce, gdzie się mogą spotkać, bo nie widzę powodu, dla którego musieliby się spotykać na zebraniach wiejskich w urągających współczesnym czasom warunkach. Domy ludowe to miejsca, w których spotykają się młodzi ludzie, urządzają różnego rodzaju uroczystości, osiemnastki, jest kilka wesel, tak jak słusznie zauważono i przede wszystkim jest to duże miejsce parkingowe w centrum wsi, gdzie przy dużych uroczystościach, niekoniecznie związanych z domem ludowym, jest miejsce i możliwość skorzystania. Musielibyśmy wiele inwestycji na terenie gminy uznać za niepotrzebne, bo jeżeli jest tam mała liczba mieszkańców to po co im np. remiza i po co im jednostka OSP, skoro straż może przyjechać z Brzostku. Takie przypadki możemy mnożyć. Musimy patrzeć racjonalnie, nie wszystkie inwestycje na terenie gminy są inwestycjami, które należy rozpatrywać wyłącznie w kategoriach kosztów. One po prostu są potrzebne z punktu widzenia poprawy komfortu życia mieszkańców.

Drugie pytanie dotyczy szkoły w Nawsiu Brzosteckim, cytując: „Dzieci mają lekcje łączone takich przedmiotów jak j. polski, matematyka. Z 16 godzin łączonych podobno obiecał Pan dołożyć 8. W sumie na osiem klas szkoła dostała 4 godziny. Jeśli się mylę proszę mnie uświadomić”

Przede wszystkim warto pamiętać po pierwsze o tym, że wszystko w tym kraju regulują przepisy, a po drugie, że ilość środków jakie mamy do dyspozycji jest ograniczona. Tutaj jednak rodzi się pytanie szersze, jaki jest sens prowadzenia klas składających się np. z 4 dzieci. W myśl przepisów, w których funkcjonujemy nawet jeżeli jest jedno dziecko w klasie, to klasa musi być utworzona. Jest rzeczą zrozumiałą, że w takiej sytuacji my musimy wprowadzić łączone zajęcia, które nie są miłe, ale nie jesteśmy w stanie finansować edukacji na takim poziomie, abyśmy mogli utrzymywać, bez potrzeby łączenia, klasy składające się z 4 dzieci.

Popatrzmy na historię naszego gminnego budżetu, bo jest to rzecz niezwykle frapująca – nam z roku na rok wzrasta kwota, którą wydajemy na edukację. Wydawało mi się, że dwa lata temu dotknęliśmy już apogeum, gdzie przeznaczone zostało 19 mln na edukację, a w poprzednim mieliśmy ponad 21 mln. Te wydatki ciągle rosną. Dziś nasz budżet w ponad 1/3 to budżet na edukację. Mam świadomość, że musimy wykonywać wszystkie przepisy, które są, ale niestety musimy patrzeć na wydatki po tej stronie, bo nie da się obecnie prowadzić takich małych szkół bez wprowadzania zajęć łączonych. Myśmy i tak je rozłączyli maksymalnie jak się dało w ciągu ostatnich lat, co również spowodowało zwiększone wydatki, a przecież w tym roku planujemy chociażby w Nawsiu Brzosteckim remont podjazdu i parkingu i to będzie ogromna inwestycja. Jak zatem finansować jednocześnie malutkie klasy i prowadzić ogromne prace inwestycyjne? Z innych szkół płyną przecież propozycje np. budowania sali gimnastycznych przy 40 uczniach, a to już w ogóle jest kosmos… My nie możemy wybudować przy takich szkołach małej, niewielkiej salki dlatego, że obowiązują nas przepisy, w związku z powyższym nie dostaniemy zgody na coś takiego. Niestety nie jesteśmy Świętym Mikołajem i nie jesteśmy w stanie spełnić wszystkich marzeń.

Jeśli Pan pozwoli, chciałbym także poruszyć jedną kwestię, mam apel do mieszkańców, żebyśmy się wszyscy czuli gospodarzami, żebyśmy w tym zagospodarowaniu brali udział. Patrzmy na naszą gminę, na naszą wieś przez pryzmat taki, jakby to była moja wieś i moja gmina, tak jak przywiązujemy wagę do wydatków w swoim domu i jak przyglądamy się swoim rzeczom, żebyśmy w taki sam sposób podchodzili do naszej gminy i naszych poszczególnych miejscowości. Ja, jako burmistrz mam zastrzeżenia do mieszkańców, którzy wielokrotnie nie myślą interesami gminy, co wiąże z szerokim wachlarzem oczekiwań w zakresie inwestycyjnym, jak np. budowa drogi asfaltowej do jednej posesji. To nie jest zjawisko przerażające, bo większość mieszkańców myśli interesami gminy, ale jest bardzo wiele osób, które niestety mają podejście do gminy jako do przysłowiowej „krowy dojnej”, którą się doi na okrągło, a nie tylko 2 czy 3 razy dziennie. Niektórzy chcieliby tę krowę podpierać kołkami i doić do ostatniej kropli mleka, ale tak się nie da, niestety “krowa doi pyskiem” i jeśli ma dawać dużo mleka, to musi być karmiona. O to chcę zaapelować do mieszkańców, żeby ta gmina była wspólną wartością i żebyśmy do rzeczy w naszej gminie podchodzi tak, jakby to było „nasze własne”. To jest trudne, bo czasami trzeba zrezygnować z własnych oczekiwań, ale musimy wiedzieć i mieć świadomość, że tylko takie gospodarskie podejście, ze zrozumieniem, z poczuciem odpowiedzialności procentuje tym, że gmina się rozwija, że gmina odpowiednio się prezentuje i że jest dobrze zarządzana. Taka moja prośba i przesłanie na ten nowy rok, żebyśmy czuli się odpowiedzialni, żeby nie było tylko takiej sytuacji, że za gminę odpowiada burmistrz i rada miejska, ale żeby też i mieszkańcy czuli się do końca za nią odpowiedzialni i za wszystko, co się tutaj dzieje, no i żeby nie ulegali w takiej sytuacji różnego rodzaju demagogicznym hasłom czy gestom wykonywanym tylko na potrzebę tego, żeby „zagłosowano na mnie”, a niekoniecznie, żeby w tym był interes gminy.

Fot. fb.com/Wojciech-Staniszewski-Burmistrz-Brzostku

Udostępnij
Polub nas na Facebooku

subscriber

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.